2014/07/20

Pierwsze wrażenia: Aldnoah.Zero

Dzisiaj o anime, które znalazło się poza moją sezonową listą, a które z całą pewnością powinno się na niej pojawić. Wczoraj opisałem tytuł, co do którego miałem spore oczekiwania i trochę mnie zawiódł. Aldnoah.Zero jest natomiast serią, która w przedpremierowym okresie w ogóle mnie nie interesowała, a dzisiaj przyciąga całą moją uwagę.

Recenzja anime Aldnoah.Zero (2014). Studio A-1 Pictures i TROYCA.
FABUŁA
W 1972 roku na powierzchni Księżyca odkryto bramę umożliwiającą szybką podróż na Marsa. Kolonizacja Czerwonej Planety doprowadziła do rozwoju nowej cywilizacji, która dzięki technologii będącej pozostałością po obcych przybrała na sile. Kolejne podziały między dwiema nacjami przerodziły się w wojnę. Na znak zawartego rozejmu księżniczka Asseylum Vers Allusia odwiedza Ziemię nie przypuszczając, jak poważne konsekwencje przyniesie to wydarzenie.
Do obejrzenia Aldnoah.Zero skłoniła mnie obecność mecha w zwiastunie (a więc błahe pobudki). Jak przekonałem się po drugim odcinku, ta seria ma do zaoferowania znacznie więcej. Przy recenzowaniu anime Shirogane no Ishi: Argevollen wspomniałem o podobieństwie do powszechnie znanego (nawet przez rzeszę fanatyków cenionego) Code Geass. Dzisiaj muszę użyć tej samej analogii, a także poprawić się, ponieważ to Aldnoah.Zero aspiruje o miano godnego następcy Code Geass.

Uniwersum szablonowe (proste nie znaczy złe). Mamy do czynienia z dwiema nacjami, które na początku serii utrzymują ze sobą chłodne stosunki, a pod koniec epizodu za sprawą pewnego incydentu przechodzą w stan wojny. Bombowo, prawda? Zabójcza, godna pochwały dynamika serii daje o sobie znać także w drugim odcinku (i mocno wierzę, że ten schemat utrzyma się do końca). Można spierać się, że ,,incydent” był wystarczający do wywołania konfliktu zbrojnego, ale biorąc pod uwagę prowokację jednej ze stron można taki przebieg wydarzeń uznać za logiczny. Podobnie jak w przypadku Code Geass tak i tutaj mamy stronę ,,stłamszoną” i dominującego militarnie wroga.

Trzymając się analogii, poznajemy nowego Leloucha. Nazywa się dość przeciętnie. Przeciętnie także wygląda design od CLAMP robi jednak dużą różnicę. Inaho Kaizuka nie ma także nadnaturalnych mocy (przynajmniej obecnie). Cechuje go natomiast wysoka inteligencja, chłodna kalkulacja i przeszkolenie wojskowe (będące częścią programu szkolnego). Jego przeciwnikami będą marsjańscy arystokraci zasiadający za sterami Katafraktów (tak nazywano ciężką jazdę, którą w starożytności wykorzystywali m.in. Ormianie i Rzymianie), potężnych maszyn będących pozostałością po starożytnej cywilizacji. Oczywiście technologia ,,naszych” nie może równać się z wojskową siłą najeźdźców, dzięki czemu Inaho ma duże pole do popisu szansę, aby wszystkich wprawić w osłupienie swoimi kolejnymi ruchami. Tego oczekuję, w rzeczywistości charakter tego bohatera pozostawia wiele do życzenia. Wygląda na typowego ułożonego ucznia. Według mnie barwa głosu tej postaci jest zdecydowanie zbyt miękka. Nawiasem mówiąc, właścicielem głosu Inaho jest niejaki Natsuki Hanae człowiek, który w tym sezonie dubbinguje Kena z Tokyo Ghoul, a wcześniej użyczył głosu m.in. Haruichiemu z Ace of Diamond (kolejni ,,męscy” bohaterowie z nadmiarem estrogenu).

Nasza gwiazda otoczona jest drugoplanowymi szkolnymi duszami (nie zdziwię się, jak z biegiem czasu zostaną one uśmiercone). Inaho posiada także siostrę i tu spore zaskoczenie nie jest irytująca, niewidoma i nie jeździ na wózku. Jeśli miałbym pokrótce ją streścić to przypomina mi Misato Katsuragi z Neon Genesis Evangelion (roztrzepana kobieta z pewnym ładunkiem testosteronu, w dodatku pilotuje mecha). Na wyróżnienie zasługuje również jej zawodowy kompan ,,lowelas”, który tu znowu najtrafniej pasuje NGE podobny jest do Ryojiego Kajiego. Opisałem kilka ważnych postaci pomijając złowrogich Marsjan, wśród których znajduje się równie wiele ciekawych postaci. A zatem, jeśli chodzi o bohaterów to anime pod tym względem jest różnorodne i wielowątkowe.

Wspomniałem o wyglądzie Inaho. To raczej kwestia gustu, że mi się nie podoba. Nie zmienia to faktu, że postacie są dopracowane, a sama grafika reprezentuje naprawdę wysoki poziom. Wizualnie anime łudząco przypomina Last Exile, a więc kolejny dobry powód, aby zabrać się za serię.

Pierwszy raz w tym sezonie wspomnę o muzyce. Rzadkością w anime jest wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa. Aldnoah.Zero taką posiada. Sceny akcji przyozdobione są silniejszymi rockowymi brzmieniami i żeńskim śpiewem. Od razu nasunęły mi się skojarzenia z Guilty Crown, Attack on Titan i Kill la Kill. I trafiłem w dziesiątkę, ponieważ we wszystkich tych przypadkach muzykę skomponował Hiroyuki Sawano. Złoty człowiek.

Podsumowując, Aldnoah.Zero to naprawdę silna produkcja i według mnie jedna z lepszych w tym sezonie. Anime bardzo mile mnie zaskoczyło, dlatego z czystym sumieniem je polecam.

WSTĘPNA OCENA
7.5/10

Recenzja anime Aldnoah.Zero (2014). Studio A-1 Pictures i TROYCA.

Recenzja anime Aldnoah.Zero (2014). Studio A-1 Pictures i TROYCA.

Recenzja anime Aldnoah.Zero (2014). Studio A-1 Pictures i TROYCA.

Recenzja anime Aldnoah.Zero (2014). Studio A-1 Pictures i TROYCA.

Recenzja anime Aldnoah.Zero (2014). Studio A-1 Pictures i TROYCA.

2 komentarze:

  1. Aldona zapowiada się nieźle, ale tak naprawdę to po prostu każdy gundam ever (z pominięciem tych dziwniejszych, typu G Gundam). Nie bardzo widze sens w oglądaniu kolejnego gundama, gdy to wszystko już było. To znaczy, ja będę oglądać, bo mojemu chłopakowi się spodobało, no a on już wszystkie klasyczne Gundamy widział. To jest w sumie ten problem w byciu z bardziej doświadczonym i obytym facetem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem obytym w Gundamach facetem :) Code Geass nie trawiłem - w przeciwieństwie do Aldnoah.Zero.

      Usuń

Dziękuję za aktywne uczestnictwo w życiu Visual bushido.

Pisząc komentarz pamiętaj o kulturze oraz poprawności języka. Niestosowanie się do tych zasad, spam oraz pisanie kilku komentarzy pod rząd grozi ich usunięciem.